Kwietniowe reminiscencje

Tytuł zastępczy

Kwiecień w Tatrach to tak naprawdę jeszcze zima. W dolinach pięknie kwitną krokusy, w schroniskach i drogach do nich robi się trochę tłoczno i gwarno...

Przekraczając umowną granicę, opuszczam towarzystwo i mogę zanurzyć się w Świat, gdzie pozostawiony sobie sam mogę spotkać się z sobą i swoimi ograniczeniami.

W 2009 roku I-wszy raz wyszedłem w Tatry w warunkach zimowych poza granice schronisk, moje koszykowe raki, nie były niezbędne ale bardzo chciałem je sprawdzić i poczuć namiastkę zimowego taternictwa….

Idąc na Czerwone Wierchy, miałem okazję zobaczyć kozice, cieszyć się fantastyczną pogodą i wypróbować wspomniane raki. Wszystko to bez sztuki spotkanego turysty.

Tytuł zastępczy
Tytuł zastępczy
Tytuł zastępczy

Kilka lat później w 2016 roku również w kwietniu znów miałem okazję być w Tatrach. Tym razem Tatry Zachodnie zamieniłem na Wysokie – celem były Granaty.

W Murowańcu zameldowałem się po 7 rano. W schronisku jest już gwarno. Szybko zjadam śniadanie, które przygotowano mi wczoraj w hotelu. Chce zdążyć zanim wszyscy na dobre wyruszą.

Dziarsko ruszam do Czarnego Stawu, po kilkunastu minutach stoję u jego brzegów. Szybka decyzja – idę na "skuśkę" przez zamarznięte jezioro. Mimo iż widać stare ślady, dzisiaj będę I-wszym  który wybrał tą drogę… Pierwsze metry po wejściu na lód nie budzą optymizmu ale postanawiam iść dalej – w końcu nie często jest taka okazja ;-)

Potem jest tylko lepiej, podejście pod Zmarzły Staw, zachęca do nałożenia raków. Przy Stawie chwilę odpoczywam, łapiąc oddech – sapie jak lokomotywa w wierszu Brzechwy. Dogania mnie kilkuosobowa ekipa skialpinistów, idą na Zawrat ja zostaje przy Granatach przez Żleb Kulczyńskiego.

Tytuł zastępczy

 

Podejście daje mi się we znaki i weryfikuje ewidentne braki kondycyjne. Szlak jest zalodzony, raki tym razem były niezbędnym elementem ekwipunku – czekan zresztą też okazał się pomocny, zwłaszcza gdy dwa razy zaliczyłem glebę.

Po dojściu do grzbietu, postanawiam odpuścić. Jestem zmęczony i napieprza mnie biodro po upadku. Cóż nie jestem w szczytowej formie – trochę z żalem, rozpoczynam schodzić w dół. Szybko wytracam wysokość, Zmarły, Czarny Staw – mijam sporo turystów idących w górę, wokół schroniska kręci się  sporo ludzi – pogoda zachęca aby poleniuchować na polanie.

W hotelu w Białym Dunajcu melduje się po 14:00 – siniak na biodrze i tyłku wielkości patelni, przypomina iż warto popracować nad kondycją i zakupić nowe dziaby.

 

do następnego: dG

Tytuł zastępczy
Tytuł zastępczy
Tytuł zastępczy
Tytuł zastępczy

Zapisz się na newsletter!