Lackowa, a w Bielicznej śniegu aż po pas...

  • z archiwum Gumisiowej Korony Gór 28-29.01.2003

    Dawno temu gdy ferie oznaczały dla mnie coś więcej niż mniejsze korki w mieście, wspólnie z kolegą Tomkiem wybraliśmy się na Lackową, łącząc zimowy biwak z Koroną Gór Polski  ;-)

    Wyjeżdżając z domu, śniegu jak na lekarstwo – co prawda jest mróz ale śniegu raczej brak. 30 kilometrów dalej na Lackowej śnieg jednak sięga pasa. Droga na miejsce naszego biwaku szybko mija, jedynie ostatnie podejście daje się mocno we znaki ze względu na sporą ilość śniegu i brak jakichkolwiek śladów.

    Na szczycie, centralnie pod tabliczką Lackowa postanawiamy rozbić namiot. Odkopujemy miejsce pod namiot, śniegu jest naprawdę sporo a my jesteśmy wyposażeni tylko w ręce, bo saperki jakoś nie mieliśmy. Po niecałej godzinie mamy rozłożony namiot i jest nam ciepło.

    Tytuł zastępczy
  • Przychodzi czas na ognisko, plan jest ambitny: ugotować ryż, może jakaś zupka… 2 godziny później zadowalamy się rozmoczonym makaronem i czekoladą laugh Cóż, wydawało nam się że odgrzebaliśmy śnieg i palenisko jest ziemi – niestety, po rozpaleniu ognia i dość krótkiej chwili zwycięstwa – nasze małe ognisko, na naszych oczach nagle zapadło się paręnaście centymetrów niżej i zakończyło swój żywot wydając stłumiony świst… Po energii jaką włożyliśmy w rozpalenie zmrożonych i ośnieżonych gałęzi, nie mieliśmy woli i chęci powtarzać całego tego szaleństwa

    Jest już ciemno, więc postanawiamy iść spać, wsuwamy się w swoje śpiwory, ubrani we wszystko co mamy z sobą. W namiocie jest całkiem wygodnie, na początku nawet ciepło. Palimy świeczki, można powiedzieć że jest całkiem klimatycznie.

    Im dłużej leżymy zwinięci w śpiworach, tym bardziej robi się zimno, nasze ekspedycyjne śpiwory Campus „one kilo bag” to z dzisiejszej perspektywy dowcip – komfort termiczny zapewniają przy +15*C, zimno ale bezpiecznie jest przy +8 a w okolicach 0*C producent informuje że prawdopodobnie umrzesz… na zewnątrz jak się potem okazało było ponad -15*C. Najcieplejszym miejsce w śpiworze jest „ścianka” która styka się ze śpiworem Tomka, przyklejeni do siebie plecami. Coś jakby śpimy, rozmawiamy o wszystkich rozterkach i pięknej, bezchmurnej nocy jaką mieliśmy za cienkimi ścianami namiotu.

    Tytuł zastępczy
  • O poranku, jestem zdrętwiały i jest mi zimno – nie pamiętam kiedy tak zmarłem.... ale żyje. Z niemałym trudem zwijamy nocleg, pamiątkowe foty, resztki herbaty z termosu i ruszamy do Wysowej. Potem wydawało nam się że do Bielicznej a znaleźliśmy się w Cigielce u naszych południowych sąsiadów. W zasadzie dokonaliśmy przestępstwa, bo przekroczyliśmy nielegalnie granicę państwa, to były czasy kiedy układ z schengen nie funkcjonował i nie byliśmy członkami UE.

    Na Słowacji w sklepie, uzupełniamy kalorie: czekolada Studentska ze Zlatýn Bažantem i możemy ruszać dalej… musimy dość do przejścia granicznego Muszynka-Kurov (raptem 15 km). Dziarsko ruszamy, starając się złapać stopa, żeby coś urwać z tych 15 kilometrów asfaltowego dreptania.

    W domu jestem wieczorem, dowiaduje się że w Tatrach, wchodząc na Rysy zginęła ekipa z klubu górskiego „Pion”. Rodzinka trochę się martwiła - myśląc że być może jakoś zapodzialiśmy się i trafiliśmy w Tatry zamiast w Niski, co nie byłoby całkiem bezsensu w naszym wydaniu...

    dG

    Tytuł zastępczy

Matryczka:

Lackowa, 997,1 m n.p.m. Jako najwyższy szczyt Beskidzie Niskim należy do Korony Gór Polski. Wybitność Lackowej (MDW) 360 m

Lackowa wznosi się między Krynicą-Zdrój a Wysową, na granicy ze Słowacją.

Zapisz się na newsletter!